Panika, która nastąpiła po decyzji Anthropic o dodaniu niewidzialnych znaków wodnych do wyników Claude'a zgodnie z zasadami przejrzystości unijnej ustawy o sztucznej inteligencji, ponownie wywołała niewygodne pytanie dla każdego, kto publikuje za pomocą narzędzi generatywnych: kto tak naprawdę jest właścicielem tekstu, obrazów i logo wygenerowanych maszynowo? Według jednego z najczęściej cytowanych badaczy praw autorskich na świecie, odpowiedzią w Unii Europejskiej jest często nikt.
W wywiadzie opublikowanym przez EUobserver 20 sierpnia 2026 r. profesor prawa Vanderbilt Daniel J. Gervais omówił konsekwencje ściśle skoncentrowanego na człowieku fundamentu unijnego prawa autorskiego. Jego wniosek napawa optymizmem branżę treści, która przez trzy lata zajmowała się masową produkcją materiałów wspomaganych sztuczną inteligencją: treści w całości wygenerowane przez sztuczną inteligencję nie są chronione prawem autorskim, a w wielu przypadkach nikt – autor, wydawca czy pracodawca – nie ma prawa, do którego mógłby zgłosić roszczenie lub przeniesienie.
Werdykt z Monachium
Sądy już wdrażają tę zasadę w praktyce. W wyroku wydanym 13 lutego 2026 r. (sprawa 142 C 9786/25) Sąd Okręgowy w Monachium (AG Muenchen) orzekł, że trzy logo stworzone za pomocą narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji nie podlegają żadnej ochronie praw autorskich – ponieważ brakuje im rozpoznawalnego ludzkiego znaku twórczego.
Sprawa była niezwykle konkretna. Powód użył generatywnego chatbota opartego na sztucznej inteligencji do stworzenia trzech logo, w tym uścisku dłoni między dwiema osobami o różnym kolorze skóry z dzwonkiem, koperty przed budynkiem z kolumnami oraz laptopa z unoszącą się w powietrzu książką oznaczoną symbolami akapitów prawnych. Pracował ze szczegółowymi, częściowo powtarzalnymi podpowiedziami, opublikował logo na swojej stronie internetowej, a następnie pozwał znajomego, który skopiował grafikę na jego własną stronę, żądając zaprzestania działalności i usunięcia zgodnie z niemiecką ustawą o prawie autorskim.
Sąd oddalił roszczenia. Zdaniem sędziów nawet szczegółowe lub powtarzające się podpowiedzi nie wystarczą, aby „osobista twórczość intelektualna” była obiektywnie rozpoznawalna w wynikach. Opierając się na ujednoliconej definicji „utworu” przyjętej przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, sąd podkreślił, że prawo autorskie wymaga oryginalności odzwierciedlającej osobowość autora poprzez swobodne wybory twórcze. Tam, gdzie o wyniku decydują procesy techniczne, a nie wybory, oryginalność nie podlega ochronie ani wyłączne prawa do egzekwowania.
Znak pochodzenia, a nie prawo autorskie
Gervais, który opublikował wpływowy artykuł z 2019 r., w którym argumentował, że dzieła pozbawione ludzkich wyborów twórczych należą do domeny publicznej, powiedział EUobserverowi, że ta sama logika rozciąga się obecnie na cały ekosystem sztucznej inteligencji – z konsekwencjami, których większość użytkowników nie bierze pod uwagę.
Weźmy najprostszy przypadek: pracownik prosi Claude'a o napisanie postu na LinkedIn i publikuje go dosłownie. „Nikt nie jest jego właścicielem” – powiedział Gervais. Wprowadź do modelu nagranie wywiadu, badania i dokumenty pomocnicze, a następnie poproś o napisanie artykułu Twoim tonem głosu, a wynik będzie taki sam – podczas gdy samo nagranie może zawierać prawa autorskie do wypowiadanych słów, co oznacza, że opublikowanie fragmentu opracowanego przez sztuczną inteligencję może nawet naruszyć prawa mówiącego.
A co się stanie, gdy artykuł zostanie przekazany wydawcy? Nic się nie przenosi, bo nie ma czego przenosić. „Kiedy umieszczasz swoje imię i nazwisko w artykule napisanym przez ChatGPT lub Claude, w zasadzie umieszczasz na nim znak pochodzenia, mówiąc: biorę za to odpowiedzialność” – powiedział Gervais. „Nie napisałem tego, ale umieszczam na tym swoje nazwisko. Nie daje to praw autorskich, ale daje odpowiedzialność za treść”.
Ta asymetria – odpowiedzialność bez własności – to szczegół, z którym zespoły prawne dopiero zaczynają się borykać, gdy materiały generowane przez sztuczną inteligencję nasycają profesjonalne platformy. Sam LinkedIn dodał niedawno opcję oznaczania treści jako wygenerowanych przez sztuczną inteligencję po tym, jak badania oszacowały, że ponad jedna trzecia kopii opublikowanych na platformie została stworzona przez sztuczną inteligencję.
Dlaczego walka o znak wodny nie trafiła w sedno
Wywiad znalazł się w środku hałaśliwej kontrowersji. Firma Anthropic zaczęła dodawać niewidoczne znaki wodne do tekstu Claude’a, aby zachować zgodność z wymogami przejrzystości wynikającymi z unijnej ustawy o sztucznej inteligencji, co wywołało protesty użytkowników, anulowanie kont i falę prób obejścia tego problemu. Niektórzy użytkownicy odkryli, że wklejanie kopii do zwykłego tekstu nie powoduje usunięcia znaku; inni wykazali, że znak wodny jest powiązany z przewidywaniem następnego słowa w modelu i jego usunięcie wymagałoby pełnego przepisania.
Debata na temat wykrywania jednak w dużej mierze przyćmiła kwestię własności, która, jak zauważa Gervais, może po cichu zniszczyć wartość ogromnych ilości treści tworzonych przez sztuczną inteligencję. Jeżeli dzieło wygenerowane wyłącznie maszynowo znajduje się w domenie publicznej, konkurenci w UE mogą swobodnie je kopiować, a jedynym atutem, którego można obronić, jest dodany wkład ludzki.
Podsumowanie wywiadu szeroko rozpowszechniło się w tym tygodniu wśród programistów, wywołując setki głosów pozytywnych w serwisie Hacker News pod nagłówkiem „Prawa autorskie nie chronią treści generowanych przez sztuczną inteligencję w UE”.
Co to oznacza dla firm
W przypadku przedsiębiorstw wyłaniający się obraz jest obosieczny. Z jednej strony logo, tekst marketingowy i tekst produktu wygenerowany wyłącznie przez sztuczną inteligencję zasadniczo nie mogą być chronione na zasadzie wyłączności w UE – każdy może je ponownie wykorzystać. Z drugiej strony orzeczenie w Monachium i konsensus naukowców wskazują jasną drogę do ochrony: możliwe do wykazania ludzkie decyzje twórcze, podejmowane i dokumentowane przed, w trakcie i po pokoleniu.
Praktycznym wnioskiem dla wydawców i marek jest traktowanie wyników sztucznej inteligencji jako surowca, a nie gotowego dzieła. Redagowanie, układanie i twórcze przekształcanie szkiców maszynowych zachowuje przynajmniej pretensje do autorstwa warstwy ludzkiej. Samo publikowanie podpowiedzi i późniejsze opublikowanie nazwy gwarantuje jedynie odpowiedzialność.
W miarę jak przepisy unijnej ustawy o sztucznej inteligencji będą wprowadzane w całej branży, rozbieżność między tym, co firmy myślą, że posiadają, a tym, co uznaje prawo, stanie się jedną z najważniejszych bitew prawnych ery sztucznej inteligencji. Aby na bieżąco informować o polityce dotyczącej sztucznej inteligencji, dodaj zakładkę AI Buzz Wire, nasze codzienne centrum najświeższych wiadomości o sztucznej inteligencji.
Bądź na bieżąco z regulacjami dotyczącymi sztucznej inteligencji i jej konsekwencjami — śledź najświeższe wiadomości i analizy ekspertów dotyczące sztucznej inteligencji w AI Buzz Wire.
Przeczytaj więcej aktualności o sztucznej inteligencji →